Kiedy ja, autor tych słów, zalogowałem się do Lineage 2 Essence, moją pierwszą myślą nie było „Wow, wróciłem do legendarnego MMORPG”, ale raczej „Gdzie jest wszyscy?” Przez długi czas wokół mnie prawie nikogo nie było, a przez to gra od samego początku sprawiała bardzo dziwne wrażenie. Po prostu zostajesz wrzucony do świata, który ma wydawać się ogromny i żywy, ale zamiast tego wydaje się pusty i martwy.
I to prawdopodobnie najlepiej podsumowuje moje ogólne doświadczenie z Essence. Na powierzchni dzieje się tutaj wiele: różne rasy, klasy, levelowanie, sprzęt, awatary, buffy, zwoje, wydarzenia, bossowie, lochy, PvP i klany. Ale w praktyce gra nieustannie sprawia wrażenie, że za wszystkimi swoimi mechanikami brakuje jej wyraźnego kierunku i nie ma chęci zaangażować mnie jako gracza w cokolwiek innego poza niekończącym się cyklem „zabij więcej mobów”.
Platforma: PC (Intel Core i7-8700K 3.7 GHz, NVIDIA GeForce RTX 5080, 64 GB RAM);
Czas gry: 15 godzin.
Wymagania systemowe:
Minimalne: Intel Pentium 4 3.0GHz lub wyższy, GeForce 6600GT / Radeon X1600 Pro lub wyższy, 2 GB RAM, 30 GB HDD/SSD;
Zalecane: Intel Core i7 lub AMD FX-8350 lub wyższy, NVIDIA GeForce GTX 980 lub AMD Radeon R9 290 lub wyższy, 8 GB RAM, 30 GB na HDD/SSD.
Tworzenie postaci
Na początku gra udaje, że oferuje wybór. Masz ciemne elfy, zwykłe elfy, orków, krasnoludy, ludzi i nowego samuraja. Na powierzchni wszystko brzmi dobrze, a system ras i klas w Essence jest faktycznie zaprojektowany tak, aby różne rasy miały swoje własne drzewa klas i role startowe. Ale problem polega na tym, że żadne z tego nie wydaje się interesującym wyborem; bardziej przypomina to suche, techniczne przygotowanie przed grindem. Wybrałem maga i od razu zdałem sobie sprawę, że gra nie stara się zaangażować cię w samą postać, ale po prostu oferuje ci wybór, którą klasą będziesz farmić.
Edytor postaci jest tak podstawowy, że prawie wstyd go nazywać edytorem. A więc, kilka twarzy, kilka opcji fryzur—właściwie to wszystko. W 2026 roku to nie tylko wydaje się skromne; wydaje się, że gra po prostu nie dba o to, czy chcesz nawiązać jakąkolwiek więź ze swoją postacią. Dla porównania, w liście najlepsze gry dla dziewczyn, personalizacja i możliwość stworzenia „swojej własnej” postaci są często kluczowymi punktami sprzedaży.
Jak myślisz, jaki jest najlepszy sposób na rozpoczęcie MMORPG?
Pierwsze godziny
Pierwsze kilka godzin gry to prawdopodobnie najgorsza część, ponieważ to wtedy powinna cię wciągnąć, ale zamiast tego po prostu nudzi. Na początku jesteś ciągnięty przez najbardziej schematyczny samouczek, jaki można sobie wyobrazić. Idź tam, teleportuj się tutaj, naciśnij umiejętność, naucz się umiejętności, porozmawiaj z NPC, zabij cel. To wszystko jest tak ogólne, że nie czułem, że zaczynam podróż. Czułem się, jakbym przechodził przez instrukcje do bardzo starego i nieporęcznego interfejsu.
A potem wypuszczają cię na świat. Pierwszą rzeczą, którą zauważyłem, była niemal całkowita nieobecność ludzi. Nie w sensie, że nie ma żadnej aktywności online, ale w sensie, że obszar startowy jest tak pusty, że dosłownie nie możesz powiedzieć, czy to żywe MMORPG, czy po prostu zapomnieli je wyłączyć. Później pojawili się gracze, szczególnie w strefach wyższego poziomu i na czacie, ale start gry jest tak martwy, że psuje swoje pierwsze wrażenie.
Escape Rooms i świat
Fabuła? Szczerze mówiąc, nie widziałem tutaj żadnej. Nie było żadnej odpowiedniej narracji, żadnych sekwencji filmowych i żadnego prawdziwego poczucia, że cokolwiek dzieje się w świecie, poza niekończącą się rzezią mobów. Zadania podążają za najsłabszym możliwym schematem: idź do lokalizacji, zabij grupę wrogów, wróć, usłysz, jak wspaniały jesteś. Teraz idź do następnej lokalizacji i zabij kolejną grupę wrogów tam.
Gra nawet nie stara się tego ukryć. Nie ma poczucia przygody, nie ma dramatu, nie ma kontekstu, który nadałby tej rutynie jakiekolwiek znaczenie. Po prostu ścinasz kolejne 10 mobów, potem kolejne 20, potem kolejne 10, a po chwili uświadamiasz sobie prostą prawdę: to jest gra, a wszystko inne to tylko dekoracja.
Walcz z zaskoczeniem
Na początku myślałem, że walka stanie się bardziej interesująca i dopracowana z czasem, ale w końcu to, co najbardziej mnie irytowało, to jak niezdarna była, nawet przy najprostszych zadaniach. System celowania jest źle zaprojektowany. Tak źle, że musiałem ustawić osobny klawisz do wybierania najbliższego celu myszą; w przeciwnym razie walki zamieniały się w zmagania nie z mobami, ale z kontrolkami. Przypisanie klawiszy również doprowadziło mnie do szaleństwa: gdy gra zmusza cię do naciskania F1 i F2, gdzie każda normalna osoba chciałaby przypisać 1, 2, 3, 4, to nie utrudnia ci życia — po prostu pokazuje, jak mało dba o komfort gracza.
Same umiejętności nie wystarczą, aby uratować sytuację. Na początku mój mag miał minimalną liczbę aktywnych przycisków, a interfejs do ich nauki jest zaprojektowany tak, jakby został stworzony przez ludzi, którzy nigdy w życiu nie grali w grę wideo. Kliknij, przewiń, wróć, wybierz ponownie, potwierdź ponownie.
Twój alter ego w MMORPG?
Poziomowanie i grind
Żeby być sprawiedliwym, pierwsze kilka dziesiątek poziomów przechodzi całkiem dobrze. Dopóki otrzymujesz swoje początkowe nagrody, wciąż poznajesz systemy i odblokowujesz swoje pierwsze umiejętności, istnieje iluzja postępu. Do około poziomu 50–60 można by to nawet nazwać znośnym. Ale potem gra w końcu zdejmuje maskę. Lineage 2 Essence to po prostu grind. Nie w romantycznym sensie przyjemnej powtarzalności znanej z MMORPG, ale w najbardziej dosłownym sensie: mob za mobem, lokalizacja za lokalizacją, poziom za poziomem, bez jakiegokolwiek poczucia, że struktura tego, co się dzieje, zmienia się w jakikolwiek sposób.
I to nie jest jeden z tych przypadków, gdzie monotonię równoważy atmosfera lub fabuła. Nie, tutaj po prostu patrzysz na podstawy postępu. Zabijaj więcej i stawaj się silniejszy, a potem wróć i zabijaj jeszcze więcej. Jeśli to dokładnie to, co lubisz, to zyskasz medytacyjną przyjemność z gry. Ja jednak widziałem tylko powtarzający się cykl działań. Grindowanie może być różne — w niektórych grach jest medytacyjne, w innych po prostu wyczerpujące. Monotonia nie jest wyrokiem śmierci, jeśli za tym stoi atmosfera lub sens.
Ubrania, zwoje i milion systemów
Innym powodem, dla którego gra szybko staje się nużąca, jest przytłaczająca liczba systemów, które zamiast wzbogacać doświadczenie, po prostu je zaśmiecają. Otrzymujesz skrzynie. Skrzynie wypadają z ekwipunku, zwoje, przedmioty do użycia i różne buffy. Przeciążone systemy i inwazyjna progresja nie są unikalne dla Essence. Są zwoje na obrażenia fizyczne, na obrażenia magiczne; są ulepszenia broni; są zestawy; są osobne sloty na przedmioty; są klejnoty; są lalki; są pasywne bonusy; są dodatkowe zakładki na statystyki, elementy, ulepszenia… i Bóg wie co jeszcze.
I w pewnym momencie przestałem postrzegać to jako system RPG. Zaczęło to przypominać pudełko pełne losowych mechanik, które ktoś po prostu wrzucił na stół i powiedział: „Cóż, ogarnij to sam.” Nie jest jasne, gdzie zdobyć dobry ekwipunek i zasoby potrzebne do podniesienia poziomu swojej postaci. Z tego powodu trudno zrozumieć, jak w ogóle działa lokalna gospodarka, a zamiast zainteresowania szybko pojawia się poczucie dezorientacji.
Sekcja społeczna
Śmieszne jest to, że w grze wydaje się być rzeczywiście kilku graczy. Na czacie niektórzy sprzedawali rzeczy, inni kupowali, a jeszcze inni organizowali grupy. Więc w technicznym sensie istnieje życie społeczne. Ale sama gra tak słabo wyjaśnia swoje podstawowe mechaniki i tak kiepsko wprowadza nowicjuszy do rzeczywistej rozgrywki, że wszystko wydaje się dziać za mglistą szybą. Możesz zobaczyć, że życie tętni gdzieś tam, ale gra nie pomaga ci stać się jego częścią. I to tworzy dziwne uczucie: jest MMORPG, ale nie ma poczucia wspólnoty.
Jak myślisz, jaki jest najlepszy sposób na rozpoczęcie MMORPG?
Wydarzenia i treści grupowe
Nawet wziąłem udział w jednym z wydarzeń. Najpierw zginąłem, potem się odrodziłem, następnie wszyscy wokół mnie coś robili, potem wydawało się, że zabili bossa, a na koniec, z jakiegoś powodu, wszyscy zostali, aby walczyć z mobami, podczas gdy ja nigdy tak naprawdę nie zrozumiałem, co dokładnie się wydarzyło, co miałem z tego wynieść, ani gdzie była w tym wszystkim zabawa. I dla mnie to jest bardzo wymowne. Sama obecność treści grupowych nie czyni gry interesującą. Jeśli gracz casualowy dołącza do aktywności i czuje tylko dezorientację, to znaczy, że gra nie spełnia swojej roli. Nie sprawia, że chcesz się w nią zanurzyć; po prostu istnieje sama dla siebie.
Stan techniczny
Innym problemem jest wydajność. Im więcej ludzi spotykałem, tym bardziej gra zaczynała się zacinać. Właśnie wtedy, gdy świat miał wydawać się bardziej żywy, stał się technicznie mniej przyjemny. A miasta nie wyglądały jak zamieszkane miejsca, lecz raczej jak dziwne, puste pudełka. Ogromne budynki, dużo przestrzeni, NPC stojący wokół, ale zero atmosfery. Już nie wygląda to jak wspaniałe stare MMORPG, lecz raczej jak przestarzała gra z pustymi lokalizacjami i słabą atmosferą.
Dlaczego ludzie grają w tę grę?
I mimo to rozumiem, dlaczego Essence ma swoją publiczność. Essence rzeczywiście ma swoją publiczność — i to jest ważny punkt. Ale lojalność graczy i jakość gry to dwie różne rzeczy, a najbardziej niedoceniane gry ostatnich kilku lat pokazują, kiedy to pierwsze naprawdę pokrywa się z tym drugim. Ponieważ są ludzie, którzy nie potrzebują fabuły, nie potrzebują kierunku i nie potrzebują efektownej prezentacji. To, co się dla nich liczy, to ten niekończący się cykl levelowania i farmienia. Potrzebują niekończącej się drabiny buffów, pasywów, zwojów, ulepszeń, wkładek, bonusów i postępu. I dokładnie to zapewnia Essence — i to z automatyzacją.
Skupienie nie jest tutaj na przygodzie, ale na niekończącym się levelowaniu swojej postaci. Najważniejsze nie jest atmosfera czy emocje, ale stały postęp i korzyść uzyskana z każdej akcji. A jeśli to ci się podoba, prawdopodobnie będziesz mógł spędzić tutaj setki godzin. Ale dla mnie osobiście problemem jest to, że nie widziałem w tym nic poza bardzo starym schematem, na który nałożono mnóstwo mechanik, w próbie przekonania graczy, że tak wygląda głębokość.
Recenzje innych gier online
- Recenzja Aion Classic — MMORPG dla weteranów, które zbyt szybko odcina nowicjuszy
- Recenzja Blade & Soul NEO: MMO z fajnymi kombinacjami i rozległym światem
- Recenzja Marathon: Najbardziej stylowy i dopracowany strzelanka z ekstrakcją, której nie możesz odłożyć
- Recenzja Highguard: Czy otrzymaliśmy Concord 2.0 czy coś bardziej obiecującego?
- Recenzja trybu wieloosobowego Battlefield 6: Podwójne Ostrze Doświadczenia
- Recenzja Point Blank: Czy warto zacząć grać w słynnego strzelca w 2026 roku?
- Recenzja Gran Saga 2026: Piękne, ale problematyczne MMO
- Recenzja Lineage 2 Essence
***
Lineage 2 Essence nie jest rodzajem MMORPG, które wciąga cię swoim światem, fabułą czy poczuciem zanurzenia. To MMORPG, które najpierw cię myli, potem wyczerpuje, a na końcu próbuje przekonać, że to całe niekończące się grindowanie i nieporęczny interfejs to to, co naprawdę czyni ten gatunek ekscytującym. RPG mogą być różne — od medytacyjnego farmienia po żywe opowiadanie historii — a najlepsze RPG dla komputerów i laptopów o niskiej wydajności wyraźnie pokazują całe to spektrum. Może to działać dla niektórych ludzi, ale nie dla mnie.
Kiedy gra daje mi kiepski edytor, podstawowy start, powtarzalne zadania, nieporęczne celowanie, niezgrabne sterowanie, milion źle zaprojektowanych systemów bez wyjaśnień, nudną walkę i świat, w którym przez zbyt długi czas nie czuję ani życia, ani sensu, trudno mi nazwać to dobrym MMORPG. Dla mnie to nie jest legenda dostosowana do nowoczesnych czasów. To bardzo stara, przeciążona gra, która absolutnie nie szanuje czasu gracza — gra, która utrzymuje się na powierzchni nie dlatego, że jest zabawna, ale dlatego, że jej publiczność przyzwyczaiła się do życia w niekończącym się grindzie. Podczas gdy deweloperzy rywalizują, obiecując innowacje i projektowanie z myślą o graczach w liście najbardziej oczekiwanych RPG 2026, Lineage 2 Essence przyjmuje zupełnie inne podejście.
Co sądzisz o Lineage 2 Essence?









