Recenzja Cyberpunk: Edgerunners 2 — stare miasto, nowe losy i szczypta wizualnego szaleństwa
W 2022 roku Cyberpunk: Edgerunners stało się jednym z najgłośniejszych anime na podstawie gry wideo. Serial stworzony przez Studio Trigger i CD Projekt RED na nowo rozbudził zainteresowanie Cyberpunk 2077 i sprawił, że dobrze znane uniwersum stało się tłem samodzielnego dramatu o ludziach próbujących wyrwać się z systemu. Historia Davida Martineza dobiegła końca, ale Night City wciąż żyje. Jak się okazuje, nie musi w kółko opowiadać tej samej historii.
Drugi sezon to samodzielna, dziesięcioodcinkowa opowieść z nowymi bohaterami i własnym wątkiem dramatycznym. Za projektem nadal stoją CD Projekt RED i Studio Trigger, a stanowisko reżysera objął Kai Ikarashi, który pracował już przy pierwszym sezonie i innych anime studia Trigger. Bartosz Sztybor powraca jako showrunner i scenarzysta, a scenariusz napisał Masahiko Otsuka. Twórcy nie próbują kontynuować tragedii poprzednich bohaterów — zamiast tego pokazują znajomy świat z innej perspektywy. Poniżej przyglądam się temu, co wyróżnia sequel, oraz jego mocnym i słabym stronom.
- Gatunek: anime, cyberpunk, akcja, dramat;
- Gdzie oglądać: Netflix;
- Liczba odcinków: 10;
- Czas trwania: 25–30 minut na odcinek;
- Data premiery: 20 października 2026 (wszystkie odcinki jednocześnie);
- Kategoria wiekowa: TV-MA;
- Showrunner: Bartosz Sztybor;
- Reżyser: Kai Ikarashi;
- Obsada głosowa (angielski dubbing): Nazeeh Tarsha jako D, Kimoy Lee jako Talia, Valeria Rodriguez jako Roman, Clancy Brown jako Wick Kingsley i inni.
Zemsta, cyberpsychoza i poszukiwanie prawdy
Drugi sezon śledzi losy kilku bohaterów, których drogi stopniowo się splatają. Jednym z głównych bohaterów jest D, nomada i utalentowany netrunner, którego napędza żądza zemsty po tym, jak jego klan został wybity. Jego droga zaczyna się od osobistej wendety, ale szybko prowadzi do korporacyjnych tajemnic, które wpływowi ludzie woleliby na zawsze pogrzebać.

D nie przypomina ani Davida, ani V. Jego historia koncentruje się na pragnieniu odnalezienia winnych i wymierzenia im kary. W świecie, w którym korporacje decydują, kto żyje, a kto umiera, taki cel nieuchronnie przeradza się w niebezpieczną grę. Im dalej D brnie w tę sprawę, tym trudniej odróżnić pragnienie sprawiedliwości od obsesji.
Równolegle poznajemy historię Wicka Kingsleya, byłego najemnika znanego niegdyś jako King. Po epizodzie cyberpsychozy musi żyć bez swoich zwyczajowych wszczepów i szukać sensu w świecie, w którym jego dawne osiągnięcia nikogo już nie obchodzą. Dla weterana przyzwyczajonego polegać na implantach i własnej reputacji to bolesne przypomnienie: w Night City jesteś ceniony tylko tak długo, jak długo jesteś użyteczny.

Kolejną ważną postacią jest Talia, młoda kobieta, której życie jest ściśle związane z cybernetyką i brutalną kulturą gangu Maelstrom. Jej historia dotyka jednego z najważniejszych tematów całej serii: granicy między człowiekiem a maszyną. Gdy ciało staje się zestawem elementów, które można bez końca modyfikować, nasuwa się niewygodne pytanie: co właściwie próbujemy naprawić kolejnym implantem i jak wiele jesteśmy gotowi za to zapłacić?
Jest jeszcze Roman, młody miłośnik kina, który woli kręcić analogowo niż korzystać z braindance’ów, tak popularnych w tym świecie. Chce uchwycić prawdziwe życie, a nie tworzyć piękne iluzje. Obserwując jednak losy innych ludzi, Roman stopniowo odkrywa, że prawdziwe historie są znacznie brutalniejsze i bardziej dramatyczne niż filmy, które podziwia.
Nie mniej istotna dla fabuły jest Capri — połączenie kilku konstruktów osobowości, które powstało w wyniku eksperymentu z technologią Soulkiller. To przede wszystkim narzędzie narracyjne, mające odsłaniać i uzupełniać pozostałych bohaterów. To jednak jej działania napędzają główny wątek anime i kształtują motywacje innych postaci.
Bohaterowie wyraźnie różnią się temperamentem i sposobem postrzegania otaczającego ich świata. Ich wątki nie składają się od razu w jedną całość, ale taki właśnie jest zamysł sezonu: pokazać Night City nie oczami jednej osoby, lecz przez losy tych, którzy na swój sposób próbują przetrwać w tej samej maszynce do mielenia mięsa.
Znane miasto, inne zasady
Najciekawsze w sequelu jest to, że nie próbuje po prostu powtórzyć schematu pierwszego sezonu. Nie ma potrzeby ponownie prowadzić bohatera od trudnego dzieciństwa, przez przestępczą karierę, aż po tragiczny finał. Zamiast tego serial bada konsekwencje życia w świecie, w którym przemoc stała się codziennością, a relacje międzyludzkie są nieustannie wystawiane na próbę.

Główne tematy to zemsta, odkupienie, obsesja i dziedzictwo — to, co człowiek pozostawia po sobie w mieście, które szybko zapomina o zmarłych. Jednocześnie drugi sezon nie porzuca typowej dla serii krytyki społecznej. Korporacyjna władza nadal ustala reguły, technologia jest zarazem wybawieniem i przekleństwem, a obietnica wolności często okazuje się błyszczącą reklamą kolejnej formy wyzysku.
Szczególnie interesujące są eksperymenty serialu z narracją i formą. Roman chce filmować życie innych ludzi i przerabiać je na piękną opowieść, ale Night City nie daje się zmontować: nie można zagwarantować szczęśliwego zakończenia, wyciąć niezręcznych momentów ani dobrać idealnej muzyki do tragedii.
Cztery historie, ale nie wszystkie równie udane
Największe ryzyko takiej konstrukcji jest oczywiste: gdy uwaga rozkłada się na kilku bohaterów, nie każdy dostaje wystarczająco dużo czasu, by w pełni rozwinąć skrzydła. Drugi sezon nie zawsze radzi sobie z tym równie dobrze.

Wątki D i Wicka opierają się na wyraźnych fundamentach emocjonalnych. Pierwszego napędza jasno określony cel, a drugi próbuje odnaleźć siebie po utracie dawnej tożsamości. Ich motywacje łatwo odczytać, ale pod pozorną prostotą kryją się sprzeczności idealnie pasujące do cyberpunku. Czy można przywrócić sprawiedliwość, jeśli sam system bezkarnie miażdży każdą próbę oporu? I co zostaje z człowieka, który nie może już być tym, za kogo zawsze się uważał?
Talia nadaje opowieści tragiczny wymiar poprzez swoje ograniczenia fizyczne i zależność od technologii. Jej wątek przypomina, że cybernetyczne ulepszenia w tym świecie nie są przepustką do doskonałości. Przesuwają granice ludzkich możliwości, ale nie uwalniają nikogo od strachu, bólu ani konieczności podejmowania trudnych decyzji.
Roman jest jednak najsłabszym ogniwem zespołu. Jego rola obserwatora dobrze wpisuje się w ogólny temat, ale on sam nie zawsze zapada w pamięć tak mocno jak pozostali. Momentami wydaje się istnieć głównie po to, by łączyć wątki innych bohaterów i służyć widzowi za zwierciadło, zamiast rozwijać własną historię. Przez to niektóre odcinki sprawiają wrażenie kilku niespójnych, równoległych opowieści, które potrzebują czasu, by w końcu znaleźć wspólny rytm.
Mimo to ambicja twórców zasługuje na uznanie. Zaryzykowali wielowątkową narrację, zamiast po prostu zastąpić Davida nowym bohaterem i zachować dawny schemat dramatyczny. Nie wszystko działa bez zarzutu, ale dzięki temu drugi sezon zyskuje własną tożsamość.
Środki wyrazu
Oprawa wizualna drugiego sezonu to jeden z najmocniejszych powodów, by wrócić do Night City. Studio Trigger zachowuje charakterystyczną ekspresję, ale nie ogranicza się do powtarzania sztuczek z pierwszego sezonu. Projekty postaci są wyraziste i łatwo je rozpoznać, sceny akcji kipią energią, a znajome ulice megamiasta ożywają na nowo dzięki inscenizacji i wykorzystaniu kolorów.
Styl Triggera wciąż łatwo rozpoznać: animacja celowo wyolbrzymia wydarzenia, by podkreślić stan emocjonalny bohaterów. Dzięki temu walki są widowiskowe i pełne ekspresji. Przemoc staje się częścią języka wizualnego serialu — czasem niemal groteskową, czasem przerażającą, ale rzadko bezosobową.
W odcinkach często pojawiają się statyczne ujęcia, które na kilka sekund zamierają — na pierwszy rzut oka to oczywisty sposób na oszczędzenie zasobów przy animacji. Anime potrafi jednak przekształcić je w element własnego języka wizualnego, naturalnie uzupełniający szczegółowe sekwencje. Kolejnym nowym pomysłem są fragmenty filmowane obiektywem o wąskim kącie widzenia: dzięki nim Cyberpunk nabiera nieco Nolanowskiego charakteru. Niezależnie od tego, co jeszcze można powiedzieć o Edgerunners 2, stylu na pewno mu nie brakuje.
Na szczególne wyróżnienie zasługuje sposób przedstawienia cyfrowych przestrzeni i cybernetycznych obrazów. Technologia jest tu mniej narzędziem do rozwiązywania problemów, a bardziej źródłem wizualnego chaosu, który nieustannie podważa utarte wyobrażenia o ciele, przestrzeni i ludzkich możliwościach. Anime pozwala sobie na dziwaczność, brutalność, a nawet surrealizm, nie zapominając, że za każdą efektowną sceną kryją się prawdziwi ludzie ze swoimi lękami i pragnieniami.
Muzyka i udźwiękowienie nadal odgrywają ważną rolę w budowaniu atmosfery: nadają rytm, tworzą emocjonalne skojarzenia i pozwalają odczuć miasto jako żywy organizm. Nowy sezon musi jednak funkcjonować w cieniu oryginalnej ścieżki dźwiękowej, która dla wielu widzów stała się nierozerwalnie związana z historią Davida. Porównania są praktycznie nieuniknione i nie każdy nowy utwór muzyczny wywołuje równie silne emocje, ale kilka scen pozostaje w pamięci.
Drugi sezon jest też dosłownie napakowany nawiązaniami i fanserwisem — fabularnym, wizualnym, a nawet dźwiękowym. Niektóre z nich są tak subtelne i dobrze ukryte, że dostrzeżesz je tylko przy naprawdę uważnym oglądaniu.
Który z nowych głównych bohaterów Edgerunners 2 najbardziej cię zaciekawił?
***
Cyberpunk: Edgerunners 2 to udany powrót do Night City, który potrafi znaleźć własny głos. Drugi sezon ma bardziej rozbudowaną strukturę, różnorodniejszą tematykę i momentami znacznie odważniejszą oprawę wizualną. Ceną za próbę opowiedzenia kilku historii naraz jest jednak mniej równomierna uwaga poświęcona bohaterom i nie zawsze spójne zaangażowanie emocjonalne.
Być może największą zaletą sequela jest to, że rozumie, iż siła cyberpunku nie tkwi w konkretnej postaci, wszczepie ani tragicznym zakończeniu, lecz w świecie, który jednocześnie obiecuje ludziom nieograniczone możliwości i traktuje ich jak zasoby do zużycia. Można tu stać się legendą, zmienić własne ciało i rzucić wyzwanie potężnym korporacjom — ale nic z tego nie gwarantuje, że życie nabierze sensu.
Jeśli jednak oczekujesz równie mocnego emocjonalnego ciosu, jaki zadał niegdyś pierwszy sezon, warto nieco ostudzić oczekiwania. Nowa historia działa inaczej: nie zawsze jest równie spójna, ale poszerza nasze spojrzenie na ten świat i jego mieszkańców. Dla fanów uniwersum to dobry powód, by wrócić. A dla osób dopiero odkrywających Night City — okazja, by przekonać się, że nawet w mieście, gdzie niemal wszystko jest na sprzedaż, człowieczeństwo wciąż ma znaczenie.




