Po ogromnym sukcesie pierwszej odsłony przygód „zwykłego człowieka w kosmosie” twórcy z RedRuins Softworks przedstawili kontynuację — Breathedge 2, która jest już dostępna we wczesnym dostępie. Na razie gracze mogą przejść pierwszy rozdział tego, co ma się przerodzić w wielką przygodę.
Czy kontynuacja zachowała ducha i fundamenty rozgrywki oryginału? Czy twórcy naprawili niedociągnięcia i poważne wady, na które zwracali uwagę gracze? I co najważniejsze — co z tym wszystkim ma wspólnego kurczak?.. Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziecie właśnie tutaj!
Czas gry: 8 godzin.
Znana historia ciąg dalszy
Kontynuacja bezpośrednio nawiązuje do wydarzeń z pierwszej części, ale nie próbuje odtwarzać jej fabuły scena po scenie. Po globalnej katastrofie ludzkość nadal istnieje w pogrążonym w chaosie kosmosie, a bohater ponownie musi zmierzyć się ze skutkami wielkiego wypadku. Tym razem akcja przenosi się jednak do nowego regionu przestrzeni kosmicznej, a znany motyw przetrwania wśród wraków zyskuje znacznie szerszą skalę.
W centrum wydarzeń znów znajduje się bezimienny mężczyzna, który musi przetrwać w kosmosie, pozbawiony odpowiedniej infrastruktury i dysponujący ograniczonymi zasobami. Zamiast gotowej bazy czeka na niego uszkodzony pociąg, unieruchomiony pośrodku rozległego, niezbadane go obszaru. Fabuła stale łączy tę sytuację z mechanikami rozgrywki: aby posuwać się naprzód, trzeba naprawiać sprzęt, szukać zasobów, poznawać otoczenie i stopniowo ulepszać wyposażenie.
Jednocześnie Breathedge 2 nie wymaga znajomości całej fabuły oryginału ani nawet pamiętania jej szczegółów. Gra zachowuje wspólne uniwersum, charakterystyczny absurdalny humor i motyw kosmicznego przetrwania, ale wprowadza nowe okoliczności oraz postacie. Słynny nieśmiertelny kurczak, najważniejszy towarzysz protagonisty, jest oczywiście na swoim miejscu. Znane elementy pełnią raczej funkcję łącznika między obiema grami niż warunku koniecznego do zrozumienia wydarzeń.
Złomowisko w kosmosie
Podstawowa pętla rozgrywki również się nie zmieniła: wyruszamy w kosmos, zbieramy zasoby, wracamy do pociągu, tworzymy nowe narzędzia i wykorzystujemy je, by dostać się do wcześniej niedostępnych miejsc. W przeciwieństwie do pierwszej części, w której znacznie częściej trzeba było wiercić w złożach rudy, tutaj wiele przydatnych materiałów pozyskujemy z otoczenia — wyrywamy włazy awaryjne z szybów, rozbieramy zepsute roboty i tak dalej.

Takie podejście dobrze współgra z pętlą rozgrywki: kosmos zmienia się w gigantyczne złomowisko, które stopniowo rozbieramy kawałek po kawałku. Problemy pojawiają się jednak wtedy, gdy do ważnego schematu brakuje jednej lub dwóch sztuk konkretnego surowca. Trzeba wówczas ponownie przeszukiwać już oczyszczone obszary i dosłownie „polować na piksele”.
W efekcie zbieranie zasobów daje mieszane odczucia. Podczas odkrywania nowych terenów naturalnie łączy się z eksploracją. Gdy jednak gra wymaga konkretnego składnika do kolejnego zadania, zaczyna się żmudne przeszukiwanie dziesiątek podobnych obiektów.
Tlen, zasoby i nowe możliwości
Głównym ograniczeniem podczas wypraw w stanie nieważkości jest tlen. Im dalej oddalamy się od bezpiecznych stref, tym staranniej musimy planować trasę. Trzeba zawczasu wiedzieć, gdzie znajduje się kolejny punkt uzupełniania zapasów, ile czasu zajmie zebranie surowców i kiedy pora wracać. Tlen uzupełniamy w specjalnych stacjach, które wytwarzają go z lodu. Ten z kolei wydobywamy z licznie występujących w okolicy brył lodu.
Oprócz tlenu trzeba pilnować głodu, pragnienia i zmęczenia. Na premierę wskaźniki te spadały zdecydowanie zbyt szybko, dlatego twórcy nieco przebudowali system w jednej z aktualizacji. To dobry przykład na to, jak wczesny dostęp pozwala dostosowywać balans w trakcie prac nad grą.
Tworzenie przedmiotów w Breathedge 2 skupia się głównie na narzędziach i ulepszeniach. Nowe gadżety pozwalają zdobywać obiekty, które wcześniej musieliśmy omijać, a ulepszenia umożliwiają dłuższe i wygodniejsze podróże w kosmosie. Dzięki temu eksploracja ma jasny cel: każdy nowy komponent przybliża nas do kolejnego ulepszenia, które z kolei otwiera dostęp do następnej części lokacji.
Walka i zadania
W kontynuacji pojawiają się pełnoprawne starcia z przeciwnikami: trzeba mierzyć się nie tylko ze stacjonarnymi pułapkami i wieżyczkami, lecz także z ruchomymi wrogami i agresywnymi robotami. Podczas podróży napotkamy ich dość często, więc całkowite ignorowanie systemu walki nie wchodzi w grę.

W obecnym stanie walka wyraźnie ustępuje eksploracji. Atakom wręcz brakuje wyczuwalnego ciężaru broni, a trafienia nie zawsze dają dostatecznie czytelny sygnał zwrotny. Strzelanie wypada lepiej, ale na razie również sprawia wrażenie elementu pobocznego, pełniącego rolę wsparcia.
Warto zaznaczyć, że gra nie jest zbudowana wokół walki. Większość czasu nadal poświęcamy eksploracji kosmosu, zbieraniu zasobów i robieniu postępów. Na razie system starć jest dopiero w powijakach — jeśli twórcy go dopracują i rozwiną, Breathedge 2 wiele na tym zyska.
Fabuła pierwszego rozdziału stale splata ze sobą różne systemy rozgrywki. Musimy naprawiać sprzęt, szukać brakujących części, uruchamiać infrastrukturę i dokładnie badać każdy zakamarek lokacji. Początkowo sprawdza się to dobrze: zadania zachęcają do poznawania mechanik, zamiast po prostu podążać za znacznikami.
Z czasem jednak cele zaczynają się powtarzać: znajdź obiekt, ustal, czego brakuje mu do prawidłowego działania, zdobądź potrzebne części, wróć i napraw urządzenie. W rezultacie zadania zmieniają się w mechaniczną rutynę, która nieco wybija z immersji.
Czy zagrasz w Breathedge 2 we wczesnym dostępie?
***
Breathedge 2 już teraz prezentuje solidne fundamenty, które mogą przyciągnąć fanów gatunku. Moim zdaniem najlepiej wypada eksploracja: otoczenie nieustannie zaskakuje nowymi obiektami, różnorodność zasobów stanowi wyraźną zachętę do wypraw, a ulepszenia stopniowo poszerzają dostępny obszar. Tworzenie przedmiotów równie naturalnie wpisuje się w ten cykl. Ważną częścią przygody pozostaje też charakterystyczny humor, często balansujący na granicy dobrego smaku.
Znacznie słabiej prezentują się starcia — brakuje im ciężaru i wyrazistości. Zadania czasem powielają ten sam schemat, a poszukiwanie konkretnych zasobów potrafi zamienić eksplorację w przykry obowiązek. Głównym ograniczeniem jest obecnie skala gry. Pierwszy rozdział zawiera dość treści, by zrozumieć kierunek rozwoju, ale nie pozwala jeszcze ocenić pełnej struktury kontynuacji.
Na razie mamy do czynienia z solidną podstawą survivalowej przygody, która dopiero zaczyna pokazywać swój potencjał. Ostateczne wrażenia będą w dużej mierze zależeć od tego, jak RedRuins rozwinie te fundamenty.


